W PEŁNI MOC MOJA

(27 – 29.09.2001)






( Cmolas 27 – 29 Każdy z nas otrzymał jakiś dar. Ktoś może mieć większy, kto inny mniejszy. Czy rozwiniemy swoje talenty zależy tylko od nas. Ja swój talent odkryłem w wieku 13 lat. Wtedy to, kiedy rozwiązywałem sznurowadła w celu zdjęcia butów, do mojego pokoju weszła siostra. Popatrzyłem na nią i nie przerywając poprzedniej czynności zgodziłem się wykonać polecenie które mi nakazała. Kiedy wyszła popatrzyłem na stopę. Wciąż był na niej but, ale skarpetkę trzymałem w ręce. Wtedy zrozumiałem, że mogę wszystko… Teraz jestem trochę starszy, może doroślejszy, dobrze zapoznałem się z tym co oprócz ściągania skarpetki potrafię. Były to umiejętności praktyczne przydatne w codziennym życiu. Od tamtego czasu przyswajanie informacji (uczenie się) nie sprawiało mi już trudności i potrafiłem poradzić sobie z większością problemów, które od czasu do czasu mnie nękały. Stawałem się coraz bardziej samodzielny w oczach kolegów a w rzeczywistości było odwrotnie. Z biegiem czasu bez mocy nie umiałem zrobić praktycznie nic. Miałem wtedy przyjaciółkę… Agata wiedziała o mnie wszystko więc o tym dowiedzieć się musiała. Czasami prosiła mnie bym użył mojej MOCY do jej spraw. Spełniałem jej prośbę, kiedy była ona rozsądna i nie w sprawie wielkiej.

Kiedy wszystko wiedziałem, to szkoła zaczynała być dla mnie okropnie nudna. Opuszczałem zajęcia, wagarowałem, po czym wracałem do szkoły na kilka dni, i po błyskawicznym nadrobieniu zaległości znowu zaczynałem życie z dala od tego co wcześniej uważałem za bardzo słuszne. Zdawałem sobie sprawę z tego, że MOC jest zła ale nie brałem tego do siebie i odrzucałem te myśli bez przemyślenia ich sensu. Wreszcie Agata postanowiła coś z tym zrobić. Była dobrą przyjaciółka i czuła, że ma obowiązek ze mną porozmawiać o tym co się ze mną dzieje. Wyprawiła mi kazanko mówiąc, że tracę już resztki człowieczeństwa. Zauważyła, że uzależniłem się od MOCY i to mnie zepsuło.

Postanowiłem, że komu jak komu ale sobie muszę udowodnić, że Agata nie ma racji. Zrobiłem sobie mocne postanowienie nie używać MOCY przez okres próby – jednego miesiąca. Nigdy nie sądziłem, że nauka może być tak ciężka a sprawdziany mogą być napisane na tak słaby stopień. Musiałem wziąć się za naukę więc miałem coraz mniej wolnego czasu. Okazało się, że jestem okropnie niesprawny fizycznie. Po trzech dniach miałem już dosyć i byłem pewien tego, że nie wytrzymam miesiąca i rozkruszę się po góra dwóch tygodniach. Jednak po tygodniu wszystko zaczęło się układać. Wzięcie się za naukę pomogło mi trochę ale nie przewidziałem jednego: to w jakim byłem wieku ciągnęło za sobą większe zainteresowanie płcią przeciwna. Zauważyłem dotąd niezauważalną dziewczynę – Alicje. Była to dziewczyna spokojna, opanowana i w ogóle nie przypominała mnie. Właśnie dlatego pasowaliśmy do siebie idealnie. Od przeszło dwóch lat wszystko mi się udawało więc nie widziałem powodu dla którego miałbym jej nie „zdobyć”. Znalazłem dla siebie szansę kiedy siedział samotnie przy stoliku na stołówce. Pewny siebie podszedłem, przysiadłem się i… przypomniałem sobie o postanowieniu związanym z MOCĄ. Ona wstała i ignorując mnie odeszła. Widząc, ze moje metody nie podziałają, udałem się po radę do specjalisty. Maćka znałem od czwartej klasy podstawówki. Nigdy nie zaprzyjaźniliśmy się głębiej, nawet nie byliśmy prawdziwymi kolegami, po prostu znaliśmy się. Jego pierwszą radą było zmienienie początku. Nie mogłem według niego tak po prostu podejść tu trzeba wpadnięcia. Więc wpadłem na nią. Powinienem zaprosić ją na lody, ale było zimno w związku z czym zaproponowałem pizzę. Odmówiła… Po raz pierwszy byłem wkurzony na MOC. Straciłem dwa lata korzystając z niej. W czasie tych lata mogłem nauczyć się wiele, mogłem nauczyć się tego jak zachować się w tej sytuacji. Ogarnęła mnie wielka chęć pozbycia cię niej. Powiedziałem o tym Agacie, a ona postanowiła, ze mi pomoże i skontaktuje się z Łukaszem Folewiczem. Zaufałem jej i zająłem się myśleniem nad sposobem w jaki podejść Alicję. Spróbowałem okrężnej drogi. Ala miała koleżankę Monikę. Monikę znał ktoś kogo znałem ja, więc praktycznie rzecz ujmując Monikę znałem także ja. Zdałem się na nią. Zrobiła to przestarzałym i mało skutecznym sposobem: Zbiegła nas niby przypadkiem, zapoznała i zmyła się byle wymówką. Alicja popatrzyła na mnie i powiedział, że się już praktycznie znamy, po czym odwróciła się i odeszła… znowu… Nasz kolejny kontakt był na szkolnej dyskotece. Bardzo małym problemem byłoby gdyby na zaproponowany taniec odmawiała ale ona ignorując mnie nie zauważała. Nie dawałem za wygrana. W końcu nie moją winą było, że za każdym razem kiedy na nią patrzyłem, czułem że to MLAZ*. Mijał czas. Do końca próbnego miesiąca zostało trzy dni. Agata skontaktowała się z Łukaszem, który podał mi instrukcje – co mam robić aby pozbyć się MOCY. Zrobiłbym to od razu, gdyby w instrukcji nie była uwzględniona pełnia księżyca. Według mojego kalendarza astronomicznego miałem tydzień. Więc trzy dni bez MOCY a potem cztery także bez niej, ale z możliwością użycia w nagłych sytuacjach.

Spotkałem Alicję… Szczęście jednak jest niewielkie bez tego co najbardziej nas uszczęśliwia. Alicja dobrowolnie rozpoczęła ze mną rozmowę. Finałem jej był długi monolog w którym wyjaśniła, że tak naprawdę widziała mnie, nawet była mną przez cały czas zainteresowana ale – choć nie powinna – wystawiła na próbę moją wytrwałość i stałość w tym popróbuję osiągnąć. Zdałem pomyślenie. Odpowiedziałem jej, że nie chcę z nią tańczyć, bez względu na to jaką piosenkę śpiewają i co grają. Byliśmy zbyt różni.

Przyszła pełnia… Las huczał, niektóre ze ssaków spełniały swój rytuał wyjąc do naturalnego satelity ziemskiego. Miałem okazję pozbyć się tego co najpierw uwielbiałem a potem okazało się moim wielkim wrogiem. Wyszedłem z domu. Słyszałem granie świerszcza i szczekanie psa. Stanąłem na środku ulicy popatrzyłem na księżyc i powiedziałem mu, że otrzymane zdolności powinniśmy rozwijać a nie niszczyć je…



*W hołdzie niewierzącym w miłość z podziękowaniem za refleksje…