( Cmolas 27 – 29
Każdy
z nas otrzymał jakiś dar. Ktoś
może mieć większy, kto inny mniejszy. Czy rozwiniemy swoje talenty
zależy tylko od nas. Ja swój talent odkryłem w wieku 13 lat.
Wtedy to, kiedy rozwiązywałem sznurowadła w celu zdjęcia butów,
do mojego pokoju weszła siostra. Popatrzyłem na nią i nie
przerywając poprzedniej czynności zgodziłem się wykonać
polecenie które mi nakazała. Kiedy wyszła popatrzyłem na
stopę. Wciąż był na niej but, ale skarpetkę trzymałem w ręce.
Wtedy zrozumiałem, że mogę wszystko… Teraz jestem trochę
starszy, może doroślejszy, dobrze zapoznałem się z tym co oprócz
ściągania skarpetki potrafię. Były to umiejętności praktyczne
przydatne w codziennym życiu. Od tamtego czasu przyswajanie
informacji (uczenie się) nie sprawiało mi już trudności i
potrafiłem poradzić sobie z większością problemów, które
od czasu do czasu mnie nękały. Stawałem się coraz bardziej
samodzielny w oczach kolegów a w rzeczywistości było
odwrotnie. Z biegiem czasu bez mocy nie umiałem zrobić praktycznie
nic. Miałem wtedy przyjaciółkę… Agata wiedziała o mnie
wszystko więc o tym dowiedzieć się musiała. Czasami prosiła mnie
bym użył mojej MOCY do jej spraw. Spełniałem jej prośbę, kiedy
była ona rozsądna i nie w sprawie wielkiej.
Kiedy wszystko wiedziałem, to
szkoła
zaczynała być dla mnie okropnie nudna. Opuszczałem zajęcia,
wagarowałem, po czym wracałem do szkoły na kilka dni, i po
błyskawicznym nadrobieniu zaległości znowu zaczynałem życie z
dala od tego co wcześniej uważałem za bardzo słuszne. Zdawałem
sobie sprawę z tego, że MOC jest zła ale nie brałem tego do
siebie i odrzucałem te myśli bez przemyślenia ich sensu. Wreszcie
Agata postanowiła coś z tym zrobić. Była dobrą przyjaciółka
i czuła, że ma obowiązek ze mną porozmawiać o tym co się ze mną
dzieje. Wyprawiła mi kazanko mówiąc, że tracę już resztki
człowieczeństwa. Zauważyła, że uzależniłem się od MOCY i to
mnie zepsuło.
Postanowiłem, że komu jak komu ale
sobie muszę udowodnić, że Agata nie ma racji. Zrobiłem sobie
mocne postanowienie nie używać MOCY przez okres próby –
jednego miesiąca. Nigdy nie sądziłem, że nauka może być tak
ciężka a sprawdziany mogą być napisane na tak słaby stopień.
Musiałem wziąć się za naukę więc miałem coraz mniej wolnego
czasu. Okazało się, że jestem okropnie niesprawny fizycznie. Po
trzech dniach miałem już dosyć i byłem pewien tego, że nie
wytrzymam miesiąca i rozkruszę się po góra dwóch
tygodniach. Jednak po tygodniu wszystko zaczęło się układać.
Wzięcie się za naukę pomogło mi trochę ale nie przewidziałem
jednego: to w jakim byłem wieku ciągnęło za sobą większe
zainteresowanie płcią przeciwna. Zauważyłem dotąd niezauważalną
dziewczynę – Alicje. Była to dziewczyna spokojna, opanowana i w
ogóle nie przypominała mnie. Właśnie dlatego pasowaliśmy
do siebie idealnie. Od przeszło dwóch lat wszystko mi się
udawało więc nie widziałem powodu dla którego miałbym jej
nie „zdobyć”. Znalazłem dla siebie szansę kiedy siedział
samotnie przy stoliku na stołówce. Pewny siebie podszedłem,
przysiadłem się i… przypomniałem sobie o postanowieniu związanym
z MOCĄ. Ona wstała i ignorując mnie odeszła. Widząc, ze moje
metody nie podziałają, udałem się po radę do specjalisty. Maćka
znałem od czwartej klasy podstawówki. Nigdy nie
zaprzyjaźniliśmy się głębiej, nawet nie byliśmy prawdziwymi
kolegami, po prostu znaliśmy się. Jego pierwszą radą było
zmienienie początku. Nie mogłem według niego tak po prostu podejść
tu trzeba wpadnięcia. Więc wpadłem na nią. Powinienem zaprosić
ją na lody, ale było zimno w związku z czym zaproponowałem pizzę.
Odmówiła… Po raz pierwszy byłem wkurzony na MOC. Straciłem
dwa lata korzystając z niej. W czasie tych lata mogłem nauczyć się
wiele, mogłem nauczyć się tego jak zachować się w tej sytuacji.
Ogarnęła mnie wielka chęć pozbycia cię niej. Powiedziałem o tym
Agacie, a ona postanowiła, ze mi pomoże i skontaktuje się z
Łukaszem Folewiczem. Zaufałem jej i zająłem się myśleniem nad
sposobem w jaki podejść Alicję. Spróbowałem okrężnej
drogi. Ala miała koleżankę Monikę. Monikę znał ktoś kogo
znałem ja, więc praktycznie rzecz ujmując Monikę znałem także
ja. Zdałem się na nią. Zrobiła to przestarzałym i mało
skutecznym sposobem: Zbiegła nas niby przypadkiem, zapoznała i
zmyła się byle wymówką. Alicja popatrzyła na mnie i
powiedział, że się już praktycznie znamy, po czym odwróciła
się i odeszła… znowu… Nasz kolejny kontakt był na szkolnej
dyskotece. Bardzo małym problemem byłoby gdyby na zaproponowany
taniec odmawiała ale ona ignorując mnie nie zauważała. Nie
dawałem za wygrana. W końcu nie moją winą było, że za każdym
razem kiedy na nią patrzyłem, czułem że to MLAZ*. Mijał czas. Do
końca próbnego miesiąca zostało trzy dni. Agata
skontaktowała się z Łukaszem, który podał mi instrukcje –
co mam robić aby pozbyć się MOCY. Zrobiłbym to od razu, gdyby w
instrukcji nie była uwzględniona pełnia księżyca. Według mojego
kalendarza astronomicznego miałem tydzień. Więc trzy dni bez MOCY
a potem cztery także bez niej, ale z możliwością użycia w
nagłych sytuacjach.
Spotkałem Alicję… Szczęście
jednak jest niewielkie bez tego co najbardziej nas uszczęśliwia.
Alicja dobrowolnie rozpoczęła ze mną rozmowę. Finałem jej był
długi monolog w którym wyjaśniła, że tak naprawdę
widziała mnie, nawet była mną przez cały czas zainteresowana ale
– choć nie powinna – wystawiła na próbę moją
wytrwałość i stałość w tym popróbuję osiągnąć.
Zdałem pomyślenie. Odpowiedziałem jej, że nie chcę z nią
tańczyć, bez względu na to jaką piosenkę śpiewają i co grają.
Byliśmy zbyt różni.
Przyszła pełnia… Las huczał,
niektóre ze ssaków spełniały swój rytuał
wyjąc do naturalnego satelity ziemskiego. Miałem okazję pozbyć
się tego co najpierw uwielbiałem a potem okazało się moim wielkim
wrogiem. Wyszedłem z domu. Słyszałem granie świerszcza i
szczekanie psa. Stanąłem na środku ulicy popatrzyłem na księżyc
i powiedziałem mu, że otrzymane zdolności powinniśmy rozwijać a
nie niszczyć je…
*W hołdzie
niewierzącym w miłość
z podziękowaniem za refleksje…