WIARA

(14.11.2003)





Najmocniejszy byłem w czasie snu, kiedy mój rozum nie ingerował w wyobraźnię, wtedy mogłem prawie wszystko, bo jednak wyobraźnia również zależy od wiedzy, więc nie mogłem tego, czego nie wiedziałem. W związku z tą zależnością wiedzy i wyobraźni robiłem najczęściej przyziemne rzeczy, takie, które w jakiś sposób można było wyjaśnić. Była jednak myśl, która sprawiała, że byłem w stanie odstąpić od przyziemności i ze zrozumieniem robić rzeczy, których tak naprawdę nie rozumiałem. Tą myślą była myśl o Bogu. Ale zacznę od momentu, kiedy się o Nim dowiedziałem. Na początku byłem zwykłym poszukującym, który wcale nie przykładał się do poszukiwań. Nie zastanawiałem się nad niczym. Do momentu, kiedy spotkałem tego sześciolatka. Rozwiązywał on skomplikowane działania matematyczne, których ja nie rozumiałem. Byłem zaskoczony tym, ze on to potrafi i bez zastanawiania zadałem pytanie niewinne, które zmieniło moje życie:
- Ty to naprawdę umiesz?
- Nie muszę - odpowiedział - wystarczy, że w to uwierzę. Niewiarygodne. Jego wiara w to, że potrafi rozwiązać działanie była tak wielka, że faktycznie je rozwiązał. Zacząłem więc trenować wiarę. Na początku wierzyłem w rzeczy pewne, aby wiara była większa od pewności. Gdyby nie to, że uwierzyłem iż jest to możliwe, to z pewnością by się nie udało. Kiedy byłem lepszy, umiałem już przenosić przedmioty wiarą, umiałem zmieniać myśli ludzi, bo wierzyłem, że mogę. Doszedłem do perfekcji. Mogłem uwierzyć, że jestem mistrzem w dowolnej dziedzinie i rzeczywiście się nim stawałem. Jednak moje dziłanie ograniczało się do tego co już jest, czyli do mnie, do innych, do przedmiotów, zwierząt, roślin. Nie mogłem nic stworzyć. Chociaż nawet wyobraziłem sobie coś, nawet uwierzyłem w to, że mogę to stworzyć - nie mogłem. I kiedy byłem już bliski utraty wiary w siebie spotkałem Jego. Wisiał na krzyżu i mówił wierzącym w Niego, aby się przez swój lęk nie odsuwali od Niego, a niewierzącym mówił, żeby się nie bali w Niego uwierzyć. Pomyślałem, że może On mógłby... Uwierzyłem w Niego wiarą silniejszą od pewności i uwierzyłem, że On może stworzyć to, o czym pomyślę, co pozwoli mi stworzyć wyobraźnia.
Najmocniejszy byłem w czasie snu. Wtedy mogłem wyobrazić sobie prawie wszystko. Niestworzone rzeczy zostały stwarzane. Byłem wszechmogący, ale uzależniony od Tego, przez którego stwarzałem. Moja wiara pozwalała Mu stwarzać. Wreszcie uświadomiłem sobie, że Bóg mnie kocha, bo uwierzyłem, że zależę od Niego.   W i e r z y ł e m, że może zrobić ze mną co zechce.