SZANUJĄCY SIĘ KIJ

( 28.09.2006)






Artur był jak każdy inny kornik. Posiadał tyle łapek, co inne, miał takie pragnienia jak inne korniki, a nawet jego największa broń – zęby – niczym nie różniły się o tych, które od pokoleń i przez pokolenia były przekazywane w genach. Jak każdy kornik uwielbiał stoły, krzesła, podłogi, boazerię i wszystko co nadawało się do jedzenia. Im starszy mebel – tym smaczniejszy. Od czasu do czasu jednak – dla zdrowia – należało wrzucić na ząb coś świeżego. Coś, czego komórki jeszcze produkowały soki życiowe drzewa, które dla utrzymania zdrowia zębów są niezbędne. Dni Artura były przesiąknięte monotonią, z tym tylko że ta monotonia była przepiękna. Arturowi żyło się jak w raju. Ludzie z jakimi przyszło mu żyć byli jakby idealnymi dla kornika. Mieszkanie było często wietrzone, w zimie nigdy nie było zbyt zimno ani tez za ciepło, a w salonie przechowywany był mebel od pokoleń przekazywany w tej rodzinie. Za każdym razem, kiedy Artur czegoś zapragnął, jakby na zaklęcie dobrzy ludzie to sprowadzali do swojego mieszkania. Tak było z bukowym łóżeczkiem, olchowym pajacykiem, czy całkiem nowymi dębowymi drzwiami. Arturowi nie brakowało niczego (no może z wyjątkiem pamiętanych przez niego z dzieciństwa świąt, kiedy to do domu przynoszono prawdziwą, świeżą choinkę – dziś już zastąpioną zwykłym plastikiem, który wydawał się być dla Artura zupełnie bezużyteczny). Ostatni miesiąc minął Arturowi jak każdy – najedzony, zrealizowany, uśmiechnięty. A jednak poczuł, że dopada go coś, co nie pozwalało spać w nocy, a dzień zaczynało zmieniać w koszmar odmawiania sobie tego co najlepsze i najtwardsze. Tym co go dopadało była próchnica. Potrzebował natychmiastowego zanurzenia swoich zębów w soczystej, zielonej skórce młodziutkiej gałązki z niestarego drzewa. Ale – jak to bywa w dobrych bajkach – i tym razem dobrzy ludzie przyszli mu z pomocą. Człowiek, dla którego sprowadzono bukowe łóżeczko i który wciąż bawił się olchowym pajacykiem przyniósł pewnego pięknego popołudnia do swojego domu zwykły kij. To był jeden z najpiękniejszych kijów, jakie Artur widział w swoim życiu. Kiedy zapadła noc Artur podkradł się do kija i dobrze go obejrzał. To była wierzba – idealnie. Z radości zaczął tańczyć na kiju, a kiedy już niemal padał ze zmęczenia i radości, pocałował kij i już miał go ugryźć, już chciał wbić swoje pragnące zdrowia ząbki w świeże zielone okrycie równie świeżego smakołyku, kiedy przypomniał sobie świętą zasadę korników. Korniki bowiem byłyby nic nie wartymi pasożytami, gdyby jadły jak im sie podoba i co im się podoba. Artur dobrze wiedział, że nie może zacząć jedzenia w przypadkowo wybranym miejscu. Święta zasada nakazywała rozpoczynanie jedzenia od   p o c z ą t k u.   Artur ucieszył się, gdy sobie uświadomił, że nie jest jakimś tam zdeprawowanym kornikiem bez zasad. Z dumą kornika z zasadami poszedł ku początkowi kija. Zdumiał sie jednak niemało, gdy obrana strona kija okazała się być końcem. Prawdziwy kornik z zasadami nie poddaje się łatwo. Artur ruszył ku przeciwległej stronie kija. Coś co jest trudniej zdobyć zawsze wydaje się nam cenniejsze. Im dłużej kornik szedł, tym bardziej wzmagał się jego apetyt. Doszedł wreszcie. Miejsce przeciwległe końcowi jednak okazało się być drugim końcem.
- No tak! – przypomniał sobie Artur – Przecież nawet dziecko wie, że każdy szanujący się kij ma dwa końce.
Ucieszył się po raz kolejny, tym razem ze swej spostrzegawczości i ruszył w stronę przeciwległej strony kija – ku początkowi, gdyż (co również wie nawet dziecko) początek zawsze jest przeciwległy do końca. Takie są zasady rządzące tym światem. Radość z podwójnego odkrycia dodała mu sił, aby biec. Szybko więc znalazł się po przeciwległej stronie i jego oczom ukazał się nieobcy już widok.
- Ten kij złamał zasadę – pomyślał. - na to tylko jedna rada!

Artur zrozumiał, że nie można zachowywać praw w miejscu, które samo się ich pozbawiło i rozpoczął jedzenie kija od  k o ń c a.  Chwytał go zębami i rozrywał na wszystkie strony brutalnie zaspokajając swoje pragnienie.

Od tamtej pory życie Artura zmieniło się zupełnie. Już nie był szczęśliwy jak kiedyś. Teraz ukrywał się przed wzrokiem innych. Aby zaspokoić swój głód wychodził tylko nocami – kiedy inni spali. Wstydził się przed innymi. Bardziej jednak wstydził się przed samym sobą. Od tamtego wydarzenia był bowiem zdeprawowanym kornikiem bez zasad, którym nigdy nie chciał być. Ten jeden raz jego pragnienia zwyciężyły nad zasadami i zupełnie zmieniły jego życie.