GOŁĘBIE ZMOKNIĘTE

OD DESZCZU

( 26.02.2004)






( Cmolas 21 (Cmolas 26

Dzięki temu, że na niebie nie było oni jednej chmurki, słońce oświetlało dokładnie cały rynek miasta, w którym mieszkał Filip. Jako że na rynku znajdowały się ławki ustawione w miejscach jakby wyizolowanych od ulicznego ruchu, tak aby ludzie tym ruchem zmęczeni mogli odetchnąć trochę, była wielka potrzeba, aby miejsca z ławkami były w cieniu, więc na rynku rosło kilka drzew. Z cienia przez owe drzewa rzucanego korzystały także gołębie, które właśnie dziobami podnosiły z ziemi kawałki chleba upuszczanego tu celowo przez staruszków korzystających z ławki. Z ławki obok Filip obserwował ptaki, gdyż do ludzi się już przyzwyczaił i dlatego niezwykłość życia łatwiej mu było obserwować na zwierzętach. One miały takie niezwykłe ruchy. Dziobały ziemię, unosiły kawałek chleba lub ziarno, następnie podnosiły głowę wyżej i energicznym ruchem sprawiał, że pożywienie dostawało się do ich wnętrza. Czasami, gdy ktoś przechodził miedzy ptakami, one porywały się do lotu i odlatywały, siadając gdzieś niedaleko, niektóre odważniejsze gołębie rozchodziły się spokojnie, widać przyzwyczajone były już do takich sytuacji i wiedziały, że ludzie, którzy tak często je dokarmiają nie mogliby ich skrzywdzić. Wśród gołębie wmieszał się kruk, wyjątkowo duży, z ogromnymi, ostrymi jak noże szponami. Rozpychając się wydziobał wszystko co para staruszków rzucała gołębiom. Gołębie ustępowały, gdyż bały się. Kruk popatrzył ogromnymi czerwonymi ślepiami na Filipa, przyfrunął bliżej i wdrapał się na jego ramię, Wtedy nie wiadomo skąd pojawiły się deszczowe chmury, które przesłoniły całe niebo, tak, że zrobiło się ciemno jak w nocy. Wtedy kruk przemówił do Filipa
- Już czas, abyś wrócił.


***


Hałas obudził matkę Filipa, która szybko pobiegła do jego pokoju. Zastała otwarte okno więc zamknęła ja i podeszła do syna.

- Znowu zły sen, to przez ta pogodę, zawsze masz złe sny gdy pada deszcz.

Pochyliła się aby pocałować czoło syna, przez co poczułby się bardziej bezpieczny i spokojnie zasnął. Kiedy jej usta dotknęły czoła Filipa, ogromne szpony przebiły jej brzuch, tak, że nie mogła się poruszyć.

- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że nie jestem twoim synem? – zapytał Filip patrzący na matkę zaczerwienionymi oczyma.

- Myślałam, że lepiej będzie, gdy nigdy się nie dowiesz skąd jesteś – odpowiedziała ze łzami – …myślałam, że będzie lepiej...

Wtedy do pokoju wszedł ojciec Filipa, zobaczył swoja żonę pochyloną nad synem, jakby go całowała w czoło, jednak szpon przebijający jej plecy zmusił go do pobiegnięcia do kuchni, gdzie znalazł długi nóż, z którymi już się nie rozstawał, bo gdy wrócił do pokoju zobaczył tylko martwa żonę i deszcz padający za otwartym oknem...