( Cmolas 21
(Cmolas 26
Dzięki temu, że na niebie nie było
oni jednej chmurki, słońce oświetlało dokładnie cały rynek
miasta, w którym mieszkał Filip. Jako że na rynku znajdowały
się ławki ustawione w miejscach jakby wyizolowanych od ulicznego
ruchu, tak aby ludzie tym ruchem zmęczeni mogli odetchnąć trochę,
była wielka potrzeba, aby miejsca z ławkami były w cieniu, więc
na rynku rosło kilka drzew. Z cienia przez owe drzewa rzucanego
korzystały także gołębie, które właśnie dziobami
podnosiły z ziemi kawałki chleba upuszczanego tu celowo przez
staruszków korzystających z ławki. Z ławki obok Filip
obserwował ptaki, gdyż do ludzi się już przyzwyczaił i dlatego
niezwykłość życia łatwiej mu było obserwować na zwierzętach.
One miały takie niezwykłe ruchy. Dziobały ziemię, unosiły
kawałek chleba lub ziarno, następnie podnosiły głowę wyżej i
energicznym ruchem sprawiał, że pożywienie dostawało się do ich
wnętrza. Czasami, gdy ktoś przechodził miedzy ptakami, one
porywały się do lotu i odlatywały, siadając gdzieś niedaleko,
niektóre odważniejsze gołębie rozchodziły się spokojnie,
widać przyzwyczajone były już do takich sytuacji i wiedziały, że
ludzie, którzy tak często je dokarmiają nie mogliby ich
skrzywdzić. Wśród gołębie wmieszał się kruk, wyjątkowo
duży, z ogromnymi, ostrymi jak noże szponami. Rozpychając się
wydziobał wszystko co para staruszków rzucała gołębiom.
Gołębie ustępowały, gdyż bały się. Kruk popatrzył ogromnymi
czerwonymi ślepiami na Filipa, przyfrunął bliżej i wdrapał się
na jego ramię, Wtedy nie wiadomo skąd pojawiły się deszczowe
chmury, które przesłoniły całe niebo, tak, że zrobiło się
ciemno jak w nocy. Wtedy kruk przemówił do Filipa
- Już czas, abyś wrócił.
***
Hałas obudził matkę Filipa, która
szybko pobiegła do jego pokoju. Zastała otwarte okno więc zamknęła
ja i podeszła do syna.
- Znowu zły sen, to przez ta
pogodę,
zawsze masz złe sny gdy pada deszcz.
Pochyliła się aby pocałować czoło
syna, przez co poczułby się bardziej bezpieczny i spokojnie zasnął.
Kiedy jej usta dotknęły czoła Filipa, ogromne szpony przebiły jej
brzuch, tak, że nie mogła się poruszyć.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że
nie jestem twoim synem? – zapytał Filip patrzący na matkę
zaczerwienionymi oczyma.
- Myślałam, że lepiej będzie, gdy
nigdy się nie dowiesz skąd jesteś – odpowiedziała ze łzami –
…myślałam, że będzie lepiej...
Wtedy do pokoju wszedł ojciec
Filipa,
zobaczył swoja żonę pochyloną nad synem, jakby go całowała w
czoło, jednak szpon przebijający jej plecy zmusił go do
pobiegnięcia do kuchni, gdzie znalazł długi nóż, z którymi
już się nie rozstawał, bo gdy wrócił do pokoju zobaczył
tylko martwa żonę i deszcz padający za otwartym oknem...