EGZORCYSTA

(13.09.2003)
Emilii - to opowiadanie w pełni księżyca pisane ofiaruję za uśmiech połączony z zaufaniem.




Wieczorami przy cmentarnej bramce gromadziły się wszelkie bezgłowe istoty. Czasami dla towarzystwa im umrzyki z grobów swoich wychodziły, aby zaczepiać żyjących jeszcze przechodniów. Najśmieszniej było, gdy przechodzeń ów był spokrewniony lub znajomym umrzyka, wtedy wymawiał w jąkaniu się imiona Trójcy świętej, trzęsącymi rękoma próbując dotknąć się czoła, piersi i ramion. Ach, ile radości miały wszelkie upiory w noce, w które to księżyc dzięki swej pełni ożywiał rozliczne dusze grzeszników, którzy z nadzieją posnęli zmartwychwstania. Ladacznice były lubiane przez morderców, bo ani jedno ani drugie bez ciała (chociaż jednego) nie mogło spełnić swojego życiowego powołania, więc pogadać o starych dobrych czasach było z kim. Koty w takie noce często ginęły, bo to każda z wiedźm wysoką cenę płaciła, za sztukę tego, z czego w swych kryjówkach wykonywała napoje i wywary, które wbrew pozorom do niczego nie służyły innego, jak tylko do osobistej uciechy tego, kto je przyrządził. Chociaż na głodzie będąc to i wiedzmy się różnych rzeczy naobiecywały, od eliksirów miłosnych za kota, do trujących szminek za nietoperza. ...A i wampiry w takie noce wychodziły, co by swoją populacje powiększać w dość nietypowy sposób, bo to swoich zębów do rozmnażania używały, gdy ludzie z kolei zupełnie do tego używają innych części ciała. Na cmentarzach pojawiała się dziwna, szara mgła, co o dreszcze przyprawiała młode wdowy, które nie przywykły do samotności i chciały przy mężach swoich całą noc wyczekać. A często i w rozmowę można się było z takim mężem wdać nieświadomie, gdy to pod postacią jakiegoś demona się zjawiały ich duchy. Kształt księżyca jak litera D - co to demony symbolizuje i przed pełnią się zjawia pomieszany i pomnożony z kształtem oznaczającym wszelkie czarty - C - jak to księżyc po każdej pełni wygląda dodają tego piękna tej jednej nocy w miesiącu, co ich dwanaście jest w roku i z tego, że tak rzadko, to swoje piękno ukazują każdemu co to na nie chce patrzeć... a wcale nie tak mało się ludzi zbiera wśród świeczek, przy stole w takie noce, nieborzczków próbując przywołać, i pewnie nieświadomie, ale wielki ból nieraz zadają tym wywoływanym, bo to zamiast przy stole, to one się we własnym ciele pojawiają, głęboko pod ziemią, nieraz w starych, niekompletnych ciałach i w takich też na powrót w mękach (he he) i cierpieniach umierać muszą. A to i kręgi w Szeolach się powiększać lubią w takie noce i co rusz to jakiś czart - kadet lub profesjonalista zawładnie jakąś duszą - i co jest dla mnie nie zrozumiałe - zawsze jest to dusza tego samego, ułomnego gatunku - ludzka. A z tego ostatniego powodu to i ja miałem w takie noce więcej roboty. Nie co bym miał coś przeciwko, bo jako żem duchowny, to mi się sprzeciwiać woli Boskiej nie wypada, ale często myślałem co by mój szlachetny w pewnym stopniu zawód porzucić i zająć się czymś co by mi - tek osobiście -jakikolwiek pożytek przyniosło. Najczęściej to już komplety nie zdążyłem odprawić, a już do mojego pałacu skromnego, wystawionego tu za krwawicę ufających Panu, ktoś pukał wielką kołatką, co to się jej echo niesie po całym wnętrzu mojej plebanienki, a i na zewnątrz wychodzi, że aż się chyba Najświętsza Hostia w tabernakulum pobliskiego kościoła przewraca od hałasu. I z tego pukania wychodziło, żem kompletę odmówił, ale przed nieszporami dnia następnego, choć i to nie zawsze. Pukający naglili, że to tylko , wodę święconą i koloratkę zabierać zdołałem i zaraź mnie do "chorego" wieziono.
Takiej jednej właśnie pełni zostałem zawieziony do domu pobożnej rodziny, gdzie to najgorszy przypadek, bo w kobiecie czarta znaleziono. Kobietę już staruszką śmiało można było nazwać, ale diabeł co w niej siedział zbyt dużego stażu nie miał, więc i pewien zwycięstwa byłem, gdyż już nie raz udawało mi się bez strat i urazów przegnać takie licho. O zamknięcie drzwi tylko poprosiłem, co bym mógł samemu zostać ze staruszką i czartem, co mnie już u wejścia siarczystymi wyzwiskami przywitał. Nie przejmując się znowu tak zbyt tym bardzo zacząłem od modlitwy do Ducha bo to duch ducha najlepiej zrozumie. Kiedy się już mniejszym zrobił uśmiech staruszki, wyciągnąłem wodę święconą i dalsze egzorcyzmy zacząłem odprawiać. On wtedy kląć się na wszystkie imiona zbuntowanych aniołów świętych zagroził, że jak wyjdzie, to i mnie i staruszkę i cały dom z mieszkańcami rozniesie i jeszcze, do plebańskiego pałacyku zaglądnąć nie zapomni. Niestety tak mało jego głos był przekonujący, że nie bałem się sprowokować go do działania słowami psalmu, bodajże dwudziestego czwartego, ale ja do numerów nigdy pamięci nie miałem. Ten mi na to, że ja nie za dobrze robię próbując go z tego ciała wyrzucić:
- Bo widzisz księżusiu, ta staruszka, to ona już długo nie pociągnie, to i dla mnie wtedy sam zaśpiewasz requiem aeternam, a jak mnie wyrzucisz to albo znajdę sobie ofiarę młodszą, silniejszą, co przez nią więcej zdziałać będę mógł, albo mój pleno titulo przełożony na dalsze szkolenia mnie wyśle, a wtedy sam z siebie silniejszy będę nawet w umierającym. Tertium non datur plebanku...
- A ja ci powiem ty mój... jak ci na imię?
- Ignus hild-funs wysłannik mego mistrza co to jego imię jest tak...
- Nieważne iskierko, bo jak cię zaraz tą tam miotełką stojącą pacnę, to od razu poczujesz vis major i volens nolens wyjdziesz, a na zewnątrz już takie lanie dostaniesz, że na czas nie krótki odechce ci się nękać ludzi jakże biednych i ubogich...
Nawet nie zdążyłem przemówienia skończyć, a już diablik wyskoczył rzucając o podłogę staruszką. Ja więc za miotłę chwyciłem i za czarcikiem biegać począłem, żyrandol zdobny w różne świecidełka świeczek pozbawiłem i się na ciemność tym samym skazałem. Tu niestety pewna przewaga była diablikowa, bo to piekielne demony niezależnie od stopnia i funkcji, w ciemności widzieć potrafią. Wtem jakieś świerzbienie na plecach poczułem, więc się oganiać począłem miotełką sobie głowę rozbijając u tylnej jej części. Wtedy to dekoncentracja mnie taka ogarnęła, że to świerzbienie z pleców jakoś dziwnie mi do żołądka przeszło, a stamtąd się na całe ciało od wewnątrz i na zewnątrz rozniosło. Wtedy to poczułem jakieś zimno, więc się przed wodą święconą schowałem, a staruszka obudziwszy się w tym momencie krzykiem zwołała całą rodzinę do pokoju. Oni zaraz świeczki pozapalali i zobaczyli co walka po sobie pozostawiła. Osobiście przez chwilę czułem, że coś siedzi w moim ciele, ale po chwili zrozumiałem, że to ja w ciele jakiegoś księdza znajduję się.
- Co się stało?-zapytała córka staruszki.
- Nic takiego, po prostu wygrał silniejszy. Dobranoc.
Pożegnałem się ładnie i zacząłem rozmyślać ileż to dusz można zepsuć sprawując urząd duszpasterski. Bo to jednym z pierwszych duchów byłem co księdza opętał...



Cmolas 13.09.2003