ALE CZY WARTO?
(5.06.2001)
Edward Stachura – poeta wędrowiec. Był to człowiek… głupi?
Stara, drewniana chata – tak, to wymarzone miejsce na wieczorne spotkania w czasie których chociaż na chwilkę można uwolnić się od codzienność… Niestety, przyczepiona do niej tabliczka z numerem 13 dla Łukasza, Zuzanny, Adama i Eli była pechowa… a może?...
Była wiosna, słońce choć leniwie ale jednak świeciło, ptaki śpiewały… ogólnie chce się żyć… Jednak dla kilku osób nie był to wymarzony czas. Zmęczeni życiem, codzienną monotonia dni, tygodni… lat. Znowu spotkali się w „spruchnialcu” i znowu rozpoczęli temat bardzo w tym domu częsty – jak uwolnić się od świata? Nikt nigdy nie przypuszczał, ze te rozmowy przynieść mogą owoc, aż przyszedł ten dzień. Rozmowę zaczął Adam:
- Znowu to samo, nic nie lubić, tylko się zabić…
- Tak mówisz, ale jak by przyszło co do czego to byś odpadł! – wtrąciła Ela.
- Do czego? O czym ty mówisz?
- Do najprostszej drogi na skończenie z tym.
- Jeżeli o tym mówisz to myślę, że znasz mnie zbyt mało aby to stwierdzić.
- Nie, nie zgodzę się z tym.
- To czemu nie pozbawisz siebie życia?
-Myślę, ze nie jestem na to przygotowany.
- Co tu jest do przygotowania, ostre narzędzie i po krzyku.
Teraz do rozmowy dołączyła pozostała dwójka przedstawiając swoje poglądy na temat sposobu którym można się najlepiej zabić. Wreszcie doszło do porozumienia – każdy zrobi to po swojemu. Łukasz był pierwszy, dla niego dobrym wyjściem był skok…
Gmach ratusza był już wcześniej przez innych sprawdzonym miejscem na dokonanie tej zbrodni. Był już na krawędzi ale w ostatniej chwili przeszła go myśl, ze jednak źle robi. Ale choć nie chciał to i tak jego lot był piękny. Tak lekki. Łukasz nie chciał skoczyć ale zmusiły go do tego śliskie efekty uboczne gołębiej fizjologii. Zuza i Adam poszli ta samą droga. Nóż był ostry, trzymany przez Zuzie. Jednak Adamowe – Chcę być pierwszy – było tak przekonywujące, ze gdy tylko wystawił ręce, przecięte zostały one przez piekielne ostrze. Później tętnice na nadgarstkach i pod kolanami. Adam wykrwawiał się powoli ale efektowni, w wielkim cierpieniu. Ela wiedząc, że zgon nie nadejdzie zbyt szybko zaproponowała Zuzannie, aby wrzucić go do wody gdzie po wchłonięciu wody, nie będzie ratunku…
Kolej kata, który nie oszczędził siebie i popodcinał sobie żyły tak jak swemu koledze ale jednak głębiej, żeby szybciej się wykrwawić.
Ela miał sposób oryginalny. Nasiąknąwszy benzyną, samo spalania dokonała jednym ruchem palca po zapalniczce. Wielki krzyk. Jednak żałuje, ale już za późno…
Dusze tej czwórki nie unosiły się, jak to po śmierci bywa… Pewna siła odpychała je od niebios… Ale w głąb globu gdzie jako trzeci, czwarty, piaty, szósty, dotarli do wnętrza ziemi. Radość ich nie była długa… Piękno codzienności choć nie zawsze takie jakie byśmy chcieli – zawsze jest lepsze od koszmarów jakie przeżywają Łukasz, Zuzana, Adam, Ela… Edward?